Co ciekawe wypożyczenie Mercedesa ML, jedynego prawdziwie nadającego się na te krajobrazy samochodu z oferty kosztuje 700 euro dziennie (plus 3500 euro kaucji bez możliwości wykupienia pełnego ubezpieczenia). Nawet nie wiecie jak smakuje przemierzanie Madery MLką za tyle hajsu! I ja też nie wiem, więc wam nie opowiem. Mogę wam za to powiedzieć, że dowcip z "Hitler kaputt" w basenie pełnym Niemców wychodzi jeszcze lepiej niż ten Marcina z Sopotu. Jeden mały Schleswig od razu pobiegł z płaczem do mamy.
Niektóre widoki ze szczytów maderskich gór przywodzą na myśl to co znam ze zdjęć z Ameryki Południowej i w tym sensie pewnie portugalska wyspa jest jednym z najbliższych Polsce substytutów Peru, czy Boliwii, na szczęście bez obaw o przyplątanie się jakiejś choroby wysokościowej. I po takich krajobrazach apetyt na wyprawę za ocean rośnie znacznie, ktoś jeszcze też chętny?
W oczy rzucały się również plaże koloru afroamerykańskiego, góra przypominająca owłosiony Giewont (owłosienie stanowiły drzewa, oznaczałoby to, że Giewont ma też zarost na oczach i czole), a także naturalne baseny skalne (natura bardzo zręcznie wylała beton, by odgrodzić zbiorniki szczelnie od oceanu) w Porto Moniz. Uwielbiam nieścisłości w przewodnikach- woda tam miała być ciepła jak zupa i dopiero lekki szok termiczny po skoku przypomniał mi, że chłodnik też jest zupą.
Dla podsumowania tych moich pierwszych tygodni zagranico mogę się posłużyć parafrazą mojego osobistego przeboju lata, czyli Moreny:
Madeira Madeira Madeira
You set my heart on fire
And Lisboa took me higher :)