Rafał ugania się właśnie za kotem... Poszedł go uspokoić, bo w akcie desperacji i wobec perspektywy pozostania w zamknięciu Agata zaatakowała pazurami drzwi odgradzające ją od kuszącego świata. Ale kotek to nie piesek, który poczeka grzecznie na oficjalne przyzwolenie opuszczenia swojej celi i Agata zręcznie wykorzystała okazję.
Ja usłyszałam tylko zawiedzione 'uciekł mi' jeszcze kilka mniej zrozumiałych dźwięków.
Kotek jest Julii, a Julia mieszka u Mileny. Od dzisiaj do... aż znajdzie mieszkanie. Może przez ten czas Kotek oswoi się z kotkiem?
Dawno nie pisałam. Prowadzimy taki trochę wakacyjny tryb życia, więc przyświeca nam raczej przekonanie, że na wszystko przecież znajdzie się czas... jutro.

Wakacyjnie spędziliśmy czwartek w Chinchon. Z menu del dia za 8 eur, pełną butelką wina w cenie, dopieszczeni przez pogodę i sprażeni w słońcu
(słońce + wino miało też swoje efekty uboczne, ale wszystko pozostało w klimacie wakacyjnym i jak najbardziej przyjemnym)
Wakacyjnie spędziliśmy sobotę w naszym mieszkanku. Z popołudniowymi zakupami na targu i ambitnymi planami na gotowanie, z których w końcu nic nie wyszło. Z wieczornym spacerem po Aluche (tu jest masa fajnych knajpek!), z kawą i lodami w parku. Z truskawkami i winkiem w domu...
Wakacyjność popsuł trochę piątek. Mieliśmy załatwić wszystko, nie załatwiliśmy nic, no, prawie... Raz jeszcze potwierdziło się, że obcokrajowiec, nawet jeśli jest europejczykiem, nie arabem terrorystą, ani podejrzanym sudacą (od America del Sur), musi niemalże stanąc na głowie, żeby załatwić taką sprawę jak np. założenie konta. I jeżeli nawet uda mu się w końcu po wielu godzinach wyczekanych na próżno w różnych oddziałach różnych banków trafić do takiego w którym otwarcie konta na paszport jest możliwe, i nawet jeśli akurat ma ze sobą te wszystkie papiery które są „absolutnie niezbędne”, to i tak zostanie odesłany z kwitkiem z propozycją przyjścia otro dia bo dziś „mamy już dużo chętnych” (tylko dlaczego prawie nikogo nie widziałam??)
A dziś? No coż, Rafał złapał kota i poszliśmy zobaczyć co niedzielny zjazd Polaków. Dużo nie zobaczyliśmy bo było już ok 14, a zjeżdżają się podobno rano, a te samochody które jeszcze stały miały rejestracje ukraińskie. Ale znaleźliśmy 'polskie drzewo' z ogłoszeniami od Polaków dla Polaków (jeśli ktoś z Was będzie chciał kiedyś wynająć w Madrycie pokój, zdecydowanie polecam - sporo ofert o atrakcyjnych cenach!) Koło drzewa był jeszcze ukraiński słup i rosyjskie ogrodzenie. To tyle. Potem zrealizowałam wczorajsze plany kulinarne i zrobiłam rybę, która miała pachnieć Grecją. Pachniała :)
Czytaj więcej
Ja usłyszałam tylko zawiedzione 'uciekł mi' jeszcze kilka mniej zrozumiałych dźwięków.
Kotek jest Julii, a Julia mieszka u Mileny. Od dzisiaj do... aż znajdzie mieszkanie. Może przez ten czas Kotek oswoi się z kotkiem?
Dawno nie pisałam. Prowadzimy taki trochę wakacyjny tryb życia, więc przyświeca nam raczej przekonanie, że na wszystko przecież znajdzie się czas... jutro.

Wakacyjnie spędziliśmy czwartek w Chinchon. Z menu del dia za 8 eur, pełną butelką wina w cenie, dopieszczeni przez pogodę i sprażeni w słońcu (słońce + wino miało też swoje efekty uboczne, ale wszystko pozostało w klimacie wakacyjnym i jak najbardziej przyjemnym)
Wakacyjnie spędziliśmy sobotę w naszym mieszkanku. Z popołudniowymi zakupami na targu i ambitnymi planami na gotowanie, z których w końcu nic nie wyszło. Z wieczornym spacerem po Aluche (tu jest masa fajnych knajpek!), z kawą i lodami w parku. Z truskawkami i winkiem w domu...
Wakacyjność popsuł trochę piątek. Mieliśmy załatwić wszystko, nie załatwiliśmy nic, no, prawie... Raz jeszcze potwierdziło się, że obcokrajowiec, nawet jeśli jest europejczykiem, nie arabem terrorystą, ani podejrzanym sudacą (od America del Sur), musi niemalże stanąc na głowie, żeby załatwić taką sprawę jak np. założenie konta. I jeżeli nawet uda mu się w końcu po wielu godzinach wyczekanych na próżno w różnych oddziałach różnych banków trafić do takiego w którym otwarcie konta na paszport jest możliwe, i nawet jeśli akurat ma ze sobą te wszystkie papiery które są „absolutnie niezbędne”, to i tak zostanie odesłany z kwitkiem z propozycją przyjścia otro dia bo dziś „mamy już dużo chętnych” (tylko dlaczego prawie nikogo nie widziałam??)
A dziś? No coż, Rafał złapał kota i poszliśmy zobaczyć co niedzielny zjazd Polaków. Dużo nie zobaczyliśmy bo było już ok 14, a zjeżdżają się podobno rano, a te samochody które jeszcze stały miały rejestracje ukraińskie. Ale znaleźliśmy 'polskie drzewo' z ogłoszeniami od Polaków dla Polaków (jeśli ktoś z Was będzie chciał kiedyś wynająć w Madrycie pokój, zdecydowanie polecam - sporo ofert o atrakcyjnych cenach!) Koło drzewa był jeszcze ukraiński słup i rosyjskie ogrodzenie. To tyle. Potem zrealizowałam wczorajsze plany kulinarne i zrobiłam rybę, która miała pachnieć Grecją. Pachniała :)