Dzięki darmowej hiszpańskiej bulwarówce Que dowiedziałem się, że ludzka przezorność nie ma granic. A wszystko w związku z opublikowaniem krótkich historii o niektórych z pechowych pasażerów najsłynniejszego Airbusa świata. Oczywiście najbardziej znaną sprawą jest przypadek 9 pracowników francuskiej firmy, której kierownictwo w ramach nagrody za świetne wyniki zafundowała zdolnym handlowcom tajemniczą śmierć, a sobie zapewniła Nagrodę Darwina w dziedzinie biznesu. Jak to zwykle bywa w takiej grupie, jakaś para akurat leciała w swoją podróż poślubną, ktoś właśnie obmyślał plan podboju świata, ktoś był gejem, a ktoś kryptogejem. Jeden czytał "Chłopca w pasiastej piżamie", innemu chciało się siku, podczas gdy jeszcze inny się cieszył, bo wygrał bilety na tę podróż w karty (a to może mi się już z filmem Titanic pomyliło...). A na mnie i tak największe wrażenie wywarło szwedzkie małżeństwo rezydujące w Brazylii. Otóż, minimalizując ryzyko osierocenia swojej dwójki dzieci zawsze latali oddzielnymi samolotami, jedno po drugim. Tym razem musieli lecieć właśnie z dziećmi, więc zgodnie z przyzwyczajeniem rozdzielili się i tym samym dokonali trudnego wyboru, a los nie okazał się łaskawy dla mamy z synkiem. Ciekawe czy o takim ubezpieczeniu traktuje powiedzenie przezorny zawsze ubezpieczony?
Z lżejszych tematów dobrą robotę przeprowadziła hiszpańska telewizja (TVE), która wbiła się w Chinach na kilka uniwersytetów popytać studentów co im mówi słynne
zdjęcie gościa zatrzymującego czołgi z 1989 roku po masakrze na placu Tiananmen. Otóż nie mówiło młodym Chińczykom nic (w sensie nigdy go nie widzieli, domyślali się, że to jakaś wojna), a zapytani o co może chodzić mieli naprawdę ciekawe strzały- że chce podziękować żołnierzom, życzyć im powodzenia i- mój faworyt- że facet przyniósł im kanapki na drogę. Mocne. Dobra informacja dla Polaków- żeby rządzić światem nie trzeba zmierzyć się z własną historią.
Tacy Hiszpanie są obecnie dalecy od zwojowania świata, a ze swoją historią rozprawili się całkiem sprawnie. Do tego stopnia, że po tegorocznym finale w
piłkarskim Pucharze Króla szef sportu w TVE stracił stanowisko, gdy przywołał koszmary przeszłości. Przed meczem Barcelony z Athletic Bilbao grano hymn, najwyraźniej nie państwowy ani dla Basków, ani dla Katalończyków, bowiem postanowili sobie go wygwizdać (widocznie nie dotarło do nich, że ich zespoły uczestniczą w Pucharze Hiszpanii- firmowanym przez samego króla Jana Karola). Ich demokratyczne prawo- komentowano z niesmakiem, ale bez emocji w samym Madrycie. To czego nie przełknięto, to idiotyczna decyzja wspomnianego dyrektora, który nie wyemitował tego przedmeczowego wydarzenia, a jedynie puścił z odtworzenia w przerwie, i to już po słyszalnym retuszu. Zbyt mało czasu minęło od śmierci Franco żeby ktokolwiek mógł sobie tu na to pozwolić bez konsekwencji. I słusznie.
Czytaj więcej
Z lżejszych tematów dobrą robotę przeprowadziła hiszpańska telewizja (TVE), która wbiła się w Chinach na kilka uniwersytetów popytać studentów co im mówi słynne
Tacy Hiszpanie są obecnie dalecy od zwojowania świata, a ze swoją historią rozprawili się całkiem sprawnie. Do tego stopnia, że po tegorocznym finale w
piłkarskim Pucharze Króla szef sportu w TVE stracił stanowisko, gdy przywołał koszmary przeszłości. Przed meczem Barcelony z Athletic Bilbao grano hymn, najwyraźniej nie państwowy ani dla Basków, ani dla Katalończyków, bowiem postanowili sobie go wygwizdać (widocznie nie dotarło do nich, że ich zespoły uczestniczą w Pucharze Hiszpanii- firmowanym przez samego króla Jana Karola). Ich demokratyczne prawo- komentowano z niesmakiem, ale bez emocji w samym Madrycie. To czego nie przełknięto, to idiotyczna decyzja wspomnianego dyrektora, który nie wyemitował tego przedmeczowego wydarzenia, a jedynie puścił z odtworzenia w przerwie, i to już po słyszalnym retuszu. Zbyt mało czasu minęło od śmierci Franco żeby ktokolwiek mógł sobie tu na to pozwolić bez konsekwencji. I słusznie.