Kilka dni temu nocą cały Madryt wyszedł na ulice szturmować centrum, oglądać specjalnie przygotowane na tę noc atrakcje i tłoczyć się w kolejkach do otwartych specjalnie na tę okazję muzeów, domów sztuki i wystaw. Imponujące było, ile osób faktycznie wzięło w tym udział i jak zostało to zorganizowane (zamknięto całkowicie ruch samochodowy, zorganizowano różne uliczne i muzealne happeningi, jedynie szkoda, że nie doszedł do skutku spacer po linie rozwieszonej między budynkami- zbyt mocny wiatr wystraszył „gwiazdę” wieczoru, mógł być KIMŚ a został wygwizdany). Powłóczyliśmy się naszą ekipą po mieście, postaliśmy w jednym z barów w horrendalnej kolejce (a raczej w jej hiszpańskiej odmianie- tu wszyscy się tłoczą obok siebie i albo, tak jak w barach, trzeba mieć szczęście i wpaść w oko barmanowi, albo, tak jak na targu, każdy wie kto jest następny, bo wcześniej pyta się o ostatniego czekającego) po piwo, a potem w takiej samej do toalety. I tak naprawdę nic wielkiego nie wynieślibyśmy z tej nocy, poza przyjemnymi widokami nocnego Madrytu (jest nawet miejsce, które imituje plażę- dźwięk morza zapewniają porozstawiane głośniki, zaś klimat daje wysypany piasek, sadzawka i otrzymana w darze (Sychu by wam powiedział od kogo) kolumnada, jakby wzięta z akropolu), gdyby nie hiszpańska prohibicja. Otóż w Madrycie nie kupicie w sklepie po godzinie 22 alkoholu. Od tego mają zatrzęsienie pubów, żeby z nich korzystać! Wyjątkowo obrotni obywatele chińscy znaleźli sposób na ominięcie kolejek i wysokich cen w taki dzień jak la noche en blanco. Stoją przy śmietniku/fontannie/ławeczce z torbą wypchaną po sam wierzch papierami, puszkami, no wypisz wymaluj torba ze śmieciami. Ale pod tą powiązaną (żeby było łatwo wyjąć) stertą spoczywa kontener (nie wiem jakim cudem, to chyba rodzaj worka bez dna, albo ci Chińczycy mają układy z Jezusem na zamianę śmieci w browar) schłodzonych puszek piwa. Marża sprzedawców zupełnie do przełknięcia- wszystko idealnie dostosowane do potrzeb grupki Polaków szwędających się po mieście. Zostaje tylko nie afiszować się zbytnio przed policją z posiadanym i spożywanym alkoholem (jakiś czas temu do Hiszpanii dotarł zakaz spożywania napojów wyskokowych w miejscach publicznych, ale sposób egzekwowania tego prawa jest daleko różny od tego w Polsce- teraz po prostu nie wypada ostentacyjnie łoić gorzały przed pałacem królewskim) i spokojnie można kontynuować narodową tradycję picia i bawienia się na świeżym powietrzu, zwaną tu botellon! O, jak ładnie, znacznie ładniej niż menelstwo!
Czytaj więcej